Belgia — Egipt: bukmacherzy czekają na strzelaninę w meczu bez napastników
Zabawne jest to, jak czasem analitycy ustalający linie bukmacherskie patrzą na plakat promocyjny meczu zamiast na realne zestawienie obu ekip. Widzą na nim Kevina De Bruyne obok Mohameda Salaha i z miejsca zakładają, że czeka nas radosna wymiana ciosów. Tymczasem zderzenie Belgii z Egiptem w meczu otwarcia grupy G to idealny przepis na piłkarskie szachy, w których głównym celem będzie nie zrobienie sobie krzywdy.
Taktyczne ostrosłupy we własnym polu karnym
Zacznijmy od nominalnych gości. Trener Hossam Hassan nie przyleciał na ten turniej, by bawić neutralną publiczność radosnym, otwartym futbolem. Jego plan na to spotkanie zapowiada się tak wyrafinowanie, jak instrukcja obsługi młotka: ustawić potrójne zasieki w środku pola, usiąść głęboko na własnej połowie i modlić się, żeby Mohamed Salah albo Omar Marmoush urwali się z kontrą na wagę złotego gola.
Co więcej, w afrykańskiej kadrze brakuje kontuzjowanego Mostafy Mohameda. Bez nominalnego, silnego środkowego napastnika, Egipcjanie nie mają absolutnie żadnych argumentów, by pograć atakiem pozycyjnym czy utrzymać piłkę na połowie przeciwnika grając tyłem do bramki. Czeka ich głęboka defensywa, która pod naporem rywala płynnie zamieni się w hermetyczny mur tuż przed własną szesnastką. To będzie do bólu pragmatyczny, turniejowy antyfutbol.
Bezzębne diabły i sterylnie wymieniane podania
Problem z perspektywy widowiska polega na tym, że Belgia wygląda na drużynę, która z tym murem zupełnie sobie nie poradzi. Najważniejsza informacja z obozu Czerwonych Diabłów jest taka, że Romelu Lukaku nie jest gotowy na pełne 90 minut i usiądzie na ławce. Wszyscy wiemy, jak tragicznie wygląda belgijska ofensywa, gdy zabraknie w niej czołowego taranu, który potrafi przepchnąć obrońców w polu karnym.
Dostaniemy więc festiwal absolutnie sterylnego posiadania piłki. Błyskotliwy Doku może nękać bocznych obrońców, ale do kogo ma dośrodkowywać? Bez fizycznej obecności klasycznej "dziewiątki" w polu karnym, gra przez środek przeciwko tak gęsto zaparkowanemu autokarowi zamieni się w bezcelowe pukanie do zamkniętych drzwi. Belgowie będą wymieniać dziesiątki podań po obwodzie, z których nie wyniknie żadne realne zagrożenie – przerabiali to chociażby w niedawnych męczarniach z nisko ustawioną Macedonią Północną.
Logika miażdży rynkowe oczekiwania
Granie na czyste zwycięstwo faworyta po niskich kursach to klasyczna pułapka na naiwnych, w którą nie zamierzamy wchodzić. Z kolei dodatnie handicapy w stronę Egiptu nie wynagradzają ryzyka, bo głęboka obrona zawsze może pęknąć w końcówce po jednym stałym fragmencie gry.
Dlatego z uśmiechem politowania patrzymy na to, jak wysoko bukmacherzy oceniają szanse na otwarty mecz. Spodziewana ciepła pogoda w Seattle, gigantyczna stawka meczu otwarcia i brak kluczowych egzekutorów w wyjściowych jedenastkach zwiastują potężny deficyt bramkowy. Panowie, tu naprawdę nie ma komu strzelać.








