Argentyna – Szwajcaria: niskie konto, wysoka stawka

Już na pierwszy rzut oka ten mundialowy ćwierćfinał rysuje się jako konfrontacja dwóch różnych światów. Argentyńscy mistrzowie świata jadą na fali ofensywnej eksplozji, ale w fazie pucharowej ich defensywa pokazała kilka rys. Z drugiej strony Szwajcarzy, po heroicznych 120 minutach z Kolumbią, przyjeżdżają do Kansas City mocno okrojeni – i to nie tylko fizycznie.
Najważniejsze ogniwo, które wypadło Helwetom, to Johan Manzambi. To on był tym zawodnikiem, który potrafił rozszarpać linię obrony rywala pojedynczym dryblingiem, wejść w pole karne i stworzyć chaos.
Brakujące ogniwo ataku
Bez Manzambiego Szwajcaria traci swój najgroźniejszy element przejściowy. Atak staje się przewidywalny – ogranicza się do gry tyłem do bramki Breela Embolo, dośrodkowań i stałych fragmentów gry. Xhaka będzie próbował dyrygować, ale bez pionowego zagrożenia łatwiej go odciąć od podań.
Argentyna, choć ma swoją defensywę nieszczelną w przejściach (jak pokazał to Egipt czy Republika Zielonego Przylądka), nie powinna mieć problemu z wyhamowaniem ataków Szwajcarii. Tempo, które proponują Vargas i Ndoye, nie jest tym samym, co dynamika Manzambiego.
Zmęczenie i klimat po stronie Albicelestes
Nie można pominąć kwestii logistyki i regeneracji. Szwajcarzy w 1/8 finału spędzili na murawie dwie godziny, a potem przesiedzieli podróż z Vancouver do środkowo-zachodnich Stanów, gdzie w lipcu temperatura wieczorem sięga 30 stopni. Dla ekipy obciążonej dodatkowymi minutami to wyzwanie, które łatwo może przełożyć się na niższe tempo w drugiej połowie.
Nawet jeśli Argentyna szybko strzeli bramkę, nie ma gwarancji, że gospodarze turnieju pójdą za ciosem – ich ostatnie zwycięstwa w fazie pucharowej (3:2 z Egiptem, po dogrywce z Republiką Zielonego Przylądka) to były wyniki na styku, gdzie dominowała kontrola, a nie lawina goli. Scaloni raczej będzie chciał zamknąć mecz, niż ryzykować otwartą wymianę ciosów.
Statystyczny obraz też potwierdza defensywny trend Szwajcarii: 90 minut z Kolumbią zakończyło się bez gola, a wcześniej z Algierią (2:0) dominowali dzięki stałym fragmentom, a nie otwartej grze. Kobel jest w życiowej formie, a linia obrony z Akanjim i Elvedim działa jak szwajcarski zegarek.
















