Norwegia — Anglia: Fatalny błąd linii w cieniu Miami

Ćwierćfinał mistrzostw świata pomiędzy Norwegią a Anglią to dla bukmacherów pułapka. Linia na powyżej 2,5 gola została ustawiona na zaledwie 1.68, co sugeruje, że spodziewają się strzeleckiego festiwalu. Tymczasem rzeczywistość boiska i warunki zewnętrzne każą w to wątpić.
Miami zmieni zasady gry
Hard Rock Stadium o tej porze roku to piekło dla piłkarzy. Temperatura w okolicach 31 stopni Celsjusza i wysoka wilgotność powietrza sprawiają, że intensywny pressing jest niemożliwy do utrzymania przez pełne 90 minut. W takich warunkach mecz z konieczności zwalnia, a zawodnicy oszczędzają siły.
To nie jest mecz Ligi Mistrzów w klimatyzowanej hali. To walka z żywiołem, która faworyzuje drużyny potrafiące kontrolować tempo i grać cierpliwie. Szybkie ataki pozycyjne i ciągłe bieganie pod górkę to przepis na wyczerpanie i błędy w końcówkach połówek.
Faza pucharowa rządzi się swoimi prawami
To jest ćwierćfinał mundialu, a nie mecz towarzyski czy grupowy, gdzie ryzyko się opłaca. Stawka jest gigantyczna – zwycięzca jedzie na półfinał. Żaden z trenerów nie zaryzykuje otwartej wymiany ciosów, jeśli choć przez moment będzie mógł kontrolować wynik.
Norwegia po heroicznej wygranej z Brazylią nie będzie szaleć. Solbakken doskonale wie, że Anglia ma zabójcze przejścia z obrony do ataku dzięki Sace i Gordonowi. Dlatego Norwegowie raczej skupią się na zabezpieczeniu tyłów i wyprowadzaniu kontr, a nie na dominacji posiadania piłki.
Anglia w defensywie też nie błyszczy, ale…
Problemy Anglików z prawą obroną są nagłośnione, ale powrót Rice’a i Guéhoiego do treningów stabilizuje środek pola i linię obrony. Jeśli obaj są gotowi na pełne 90 minut, Anglia zyskuje znacznie więcej bezpieczeństwa w destrukcji niż w meczu z Meksykiem.
Co więcej, sam Tuchel nie imponuje pressingiem od pierwszej minuty – Anglia pod jego wodzą często zaczynała ospale i dopiero w drugiej połowie podkręcała tempo. W upale i przy zmęczeniu po poprzednich meczach taki scenariusz jest jeszcze bardziej prawdopodobny.
Wreszcie, nie można przejść obojętnie obok samego Haalanda. Owszem, jest w życiowej formie, ale aby zdobywał bramki, muszą go obsłużyć skrzydłowi. W Miami, przy zmęczeniu i skoncentrowanej obronie Anglików, podań może być znacznie mniej.















