RPA — Kanada: Plaga problemów w środku pola zwiastuje piłkarskie szachy
Rynek bukmacherski chyba na chwilę stracił kontakt z bazą, wyceniając ewentualny triumf Kanadyjczyków niczym formalność. Ktoś przegapił fakt, że ten zespół gra obecnie w środku pola na absolutne słowo honoru. To nie będzie gładki spacerek po urokliwym Los Angeles, lecz brudna taktyczna bitwa.
Zbliża się faza pucharowa, a w obu obozach czuć przede wszystkim gigantyczny ciężar gatunkowy i strach przed błędem. Historyczny awans obu drużyn wcale nie rozwiązuje nóg, lecz zmusza do grania asekuracyjnych szachów. Każdy szkoleniowiec woli tu kalkulować minutami niż ryzykować bezmyślne potknięcie.
Szpital i łatanie kanadyjskich dziur
Ismaël Koné zakończył turniej ze złamaną nogą, a bez niego kanadyjski walec traci cały swój pierwotny napęd w drugiej linii. Z kolei Stephen Eustáquio jest rzucany na murawę z aptekarską precyzją, bo wcześniej na turnieju zgłaszał pewne problemy zdrowotne. Zbudowanie płynnej akcji z takimi ubytkami po prostu graniczy z cudem.
Afrykański autobus na zaciągniętym ręcznym
Po przeciwnej stronie barykady ekipa RPA ma zupełnie inny zgryz, bo z powodu turniejowego zawieszenia ze składu wypada Themba Zwane. To właściwie jedyny człowiek w tej kadrze, który potrafi na chwilę przytrzymać piłkę i uspokoić kolegów pod presją uciekającego czasu. Jego brak brutalnie weryfikuje ofensywną pomysłowość całego zespołu.
Bez głównego rozgrywającego pragmatyczny Hugo Broos po prostu schowa dumę do kieszeni i obuduje pole karne afrykańskimi zasiekami. Do składu na szczęście dla niego wraca Teboho Mokoena, co fantastycznie wzmacnia zachowawcze ryglowanie centralnych sektorów przedpola. Otwarta rywalizacja ustąpi tu więc miejsca pospolitej siłowej szarpaninie.
Pozbawiona wykreowanego lidera w ofensywie kadra południowoafrykańska siłą rzeczy zacznie traktować posiadanie futbolówki jak zabawę gorącym ziemniakiem. Kiedy pożądanym rozwiązaniem uderza się w desperackie wybijanie kopnięć na wolne pole, bardzo trudno śnić o pięknej sztuce wykańczania. Ta metoda od progu zapowiada festiwal nieudanego futbolu.
Festiwal napięcia pod bramkami
Mecz na tak doniosłym szczeblu drabinki rozgrywany bez wybitnych wizjonerów obu drużyn ostatecznie musi się zaciąć. Obustronne wycięcie z boiska kluczowych dyrygentów stanowi zresztą wybitny przepis na przeraźliwie rwane fragmenty widowiska. Prowadzenie gry stanie się w Los Angeles przykrym testem tolerancji na cierpienia kibiców.
Zamiast szalonej karuzeli efektownych dryblingów obejrzymy stłumione zwarcie paniki, mnóstwa asekuracyjnych fauli i zagęszczania stref neutralnych obrońcami. Gładkie przerywanie formacji przestaje mieć znaczenie, o ile w ogóle dopisze jakikolwiek uśmiech farta do przetrwania na bezbramkowym remisie. Ta sztywność genialnie premiuje skromne rezultaty strzeleckie.














