Belgia — Iran: niskie oczekiwania na gole
Po remisach w pierwszych kolejkach, Belgia i Iran muszą szukać zwycięstwa w bezpośrednim starciu. Dla Czerwonych Diabłów to sprawa kontroli nad grupą, dla Irańczyków – szansa na historyczny awans. Sposób, w jaki obie drużyny podejdą do tego meczu, sugeruje, że goli nie będzie wiele.
Kluczowym argumentem za niską liczbą bramek jest brak Jérémy'ego Doku w składzie Belgii. To on, jako jedyny w tej kadrze, potrafi w pojedynkę rozmontować głęboko ustawioną defensywę dzięki szybkości i dryblingowi. Bez niego atak Belgii traci na ostrości, a zastępcy, tacy jak Trossard czy Saelemaekers, są bardziej przewidywalni i lepiej czują się w kombinacjach niż w bezpośrednich pojedynkach.
Iran doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń i zagra tak, jak grał od dawna – niskim blokiem 5-4-1, który ma zablokować środek boiska i zmusić rywali do dośrodkowań. Problemy defensywne pokazane w meczu z Nową Zelandią były spowodowane zbyt dużą przestrzenią, ale przeciwko Belgii selekcjoner Ghalenoei z pewnością nakazać swoim piłkarzom większą dyscyplinę i jeszcze głębsze ustawienie.
Do tego dochodzi kwestia motywacji i logistyki. Irańczycy, po szybkim wyjeździe z USA i ograniczonym czasie na regenerację, będą chcieli przede wszystkim nie przegrać. Belgia z kolei, po przeciętnym występie z Egiptem, może nie ryzykować zbyt wiele, jeśli wynik długo będzie bezbramkowy – stawka paraliżuje nogi i wyobraźnię obu drużyn.
Dlatego typowanie Under 2,5, czyli mniej niż trzech goli w całym meczu, ma głęboki sens. Bukmacherzy przecenili ofensywny potencjał Belgii, patrząc tylko na nazwiska, a nie na taktyczne realia tego spotkania. Mecz zapowiada się jako bitwa na cierpliwość, w której goli będzie jak na lekarstwo.














