Anglia — DR Kongo: cierpliwość zamiast fajerwerków w 1/16 finału
Bywają mecze, w których nazwa faworyta jest oczywista, a scenariusz — zupełnie nie. To dokładnie taki przypadek. Anglia w 1/16 finału mundialu jest wielkim faworytem i słusznie, bo klasowo góruje nad rywalem w każdej linii.
Rzecz w tym, że futbol pucharowy rzadko układa się według rankingów. A DR Kongo przyjeżdża z recepturą, która ostatnio spędzała Anglikom sen z powiek.
Anglia i jej alergia na niski blok
Dwa najświeższe, najbardziej wymowne występy Synów Albionu to bezbramkowe popołudnie z Ghaną i mozolne 2:0 z Panamą, które pękło dopiero po godzinie gry. Wniosek nasuwa się sam.
Kiedy rywal zamyka się we własnym polu karnym, angielski atak zaczyna kręcić się w kółko jak modny, ale zablokowany karuzel. Tuchel sam to przyznał, prosząc podopiecznych, by „ścierali” przeciwnika i nie panikowali.
To nie jest przypadkowa niemoc — to schemat. Ghana rozpisała scenariusz, a DR Kongo ma wszystko, by go powtórzyć niemal co do joty.
Lamparty, które nie robią sobie kompleksów
Sébastien Desabre gra ustawieniem z piątką w obronie, trójką pracowitych pomocników i dwójką z przodu — kompaktowo, cierpliwie, z gotowością do kontry. Ten model już się sprawdził na najwyższej półce.
Kongijczycy urwali punkt Portugalii, z Kolumbią przegrali dopiero po trafieniu w 76. minucie, a los Uzbekistanu przypieczętowali, gdy tylko zwycięstwo miało sens. To nie sentymentalny debiutant, lecz drużyna z charakterem.
Do tego dochodzi bramkarz Mpasi, który już nieraz wyciągał zespół z opresji, oraz fizyczni środkowi obrońcy Mbemba i Tuanzebe. Mur jest solidny, a motywacja — historyczna, bo to pierwszy nokaut w dziejach reprezentacji.
Kadrowe rysy na angielskiej maszynie
Do tego warto dorzucić wymuszoną roszadę na prawej obronie: Livramento poza turniejem, James i Quansah oszczędzani, więc do gry wchodzi Djed Spence bez ogranej chemii z resztą defensywy. Saka z kolei jest dawkowany po problemach z achillesem.
To nie katastrofa, ale też nie obrazek beztroskiej dominacji. Anglia raczej znów będzie wiercić dziurę w bloku cierpliwie, niż wysadzać go w powietrze.
Najbardziej prawdopodobny obraz meczu to kontrolowane zwycięstwo faworyta różnicą jednej, góra dwóch bramek. Anglicy złamią rywala, ale zrobią to późno i bez fajerwerków, a potem raczej dowiozą wynik, niż go rozdmuchają.
Właśnie dlatego rynek, który tak chętnie widzi tu festiwal goli i wygodny margines, wydaje się przesadnie optymistyczny. Charakter tego spotkania krzyczy o oszczędności.














