Brazylia — Japonia: golowy suchar w 1/32 finału
Już za kilka godzin na klimatyzowanym NRG Stadium w Houston rozpocznie się jeden z najciekawszych pojedynków 1/32 finału mundialu. Brazylia, która po słabym początku nabrała wiatru w żagle, zmierzy się z Japonią – niepokonaną w fazie grupowej i pełną wiary w sprawienie niespodzianki. Stawka jest ogromna: przegrany pakuje walizki, zwycięzca jedzie dalej. W takich warunkach często nie liczy się efektowne show, tylko żelazna dyscyplina i zimna krew.
Brazylia wreszcie stabilna
Canarinhos po falstarcie z Marokiem (1:1) pokazali dwie bardzo dojrzałe defensywnie połowy meczu z Haiti i Szkocją. W obu wygrali po 3:0, a Alisson ani razu nie musiał wyciągać piłki z siatki. Ancelotti wreszcie znalazł balans między tercjami: Casemiro i Bruno Guimarães pracują jak szczypce, a Vinícius Júnior może szaleć, nie bojąc się, że zostawi tyły otwarte.
Nie bez znaczenia jest też brak Raphinhy. Kontuzja prawego skrzydłowego sprawiła, że w składzie na stałe zagościł Rayan – silniejszy fizycznie, ale mniej chimeryczny i bardziej zdyscyplinowany w pressingu. Ancelotti ma więc jedenastkę, która potrafi grać cierpliwie i nie wchodzić w szaleńcze wymiany ciosów.
Japonia bez swojego architekta
Samurajowie są w świetnej formie turniejowej – bez porażki, z remisami z Holandią 2:2 i Szwecją 1:1 oraz pogromem Tunezji 4:0. Jednak strata Takefusy Kubo to nie przelewki. To właśnie on był mózgiem operacji w środku pola, kreatorem sytuacji i specjalistą od stałych fragmentów. Bez niego Japonia musi grać bardziej bezpośrednio, licząc na szybkie kontry i błędy przeciwnika.
Moriyasu postawi na niski blok z piątką obrońców, a w ataku ma polegać na Ayasie Uedzie i szybkich skrzydłowych. Problem w tym, że Brazylia nauczyła się już, jak nie dać się wciągnąć w otwartą wojnę. To będzie szachy, nie hokej.
Pucharowa logika vs. rynkowe oczekiwania
Bukmacherzy wycenili over 2.5 na 2.12, sugerując, że spodziewają się głośnego widowiska. Tyle że w fazie pucharowej drużyny rzadko odważają się na ryzyko. Brazylia po dwóch czystych kontach nie ma powodu, by nagle otwierać się na szybkie kontry Japończyków. Z kolei Japonia wie, że jednym błędem może stracić szansę na historyczny sukces – woli więc czekać na jedną, dwie świetne okazje niż grać va banque.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują więc na mecz o niskiej liczbie bramek. Spokojna, kontrolowana pierwsza połowa, potem być może nerwowe szukanie goli, ale raczej w ramach 1:0 lub 2:0 niż 3:2. Under 2.5 w takich okolicznościach ma zdecydowanie więcej sensu niż sugeruje to kurs 1,75.














