Jordania — Algieria: Bukmacherzy ślepo wierzą w festiwal goli bez napastników.
Rzucasz w tłum hasło "mecz o wszystko", a analitycy rynkowi natychmiast wyobrażają sobie otwartą wymianę ciosów. Obie drużyny zaczęły mundial od porażek, więc teraz wymyślono, że rzucą się sobie do gardeł. Naiwność tego podejścia jest wręcz rozczulająca, bo chęci to jedno, a narzędzia to drugie.
Jordania postawiła się faworyzowanej Austrii, ale wynik bramkowy i tak ułożył się na ich niekorzyść. Algieria natomiast zebrała bolesną lekcję od Argentyny, gdzie rywal bezwzględnie obnażył ich luki. Teraz jedni i drudzy muszą koniecznie wygrać, ale zapomnieli zabrać na turniej ludzi od strzelania goli.
Szpital zamiast przebojowego ataku
Algieria straciła na ostatnim treningu Mohameda Amourę, czyli swojego jedynego zawodnika, który potrafił wziąć piłkę i wbiec na pełnej szybkości w pole karne. Bez niego ich ofensywa zamienia się w radosne kółko wzajemnej adoracji. Będą statycznie podawać piłkę przed rzędem głęboko usadowionych obrońców.
Bukmacherzy najwyraźniej liczą, że Riyad Mahrez nagle wyczaruje serię rajdów rodem ze swoich najlepszych lat w angielskiej lidze. W rzeczywistości szykuje się powolne budowanie akcji, dramatycznie pozbawione błysku. Strata dynamiki jest tu absolutnie kluczowa dla ostatecznego obrazu meczu.
Z drugiej strony mamy Jordanię, której misterny plan na ten mundial rozsypał się jeszcze przed jego startem. Ich najważniejszy napastnik, Yazan Al-Naimat, w ogóle nie pojechał na turniej przez przeciągającą się kontuzję. Cała azjatycka strategia została tym samym okrutnie zredukowana do minimum.
Taki obrót spraw to prawdziwe marzenie dla algierskich stoperów, którzy zagrają bez presji fizycznego snajpera na plecach. Jordańczycy po prostu zaryglują się we własnym polu karnym i spróbują jakoś to przetrwać. Te potężne ubytki kadrowe z obu stron idealnie kastrują to widowisko z bramek.
Błąd w ocenie turniejowej rozpaczy
Rynkowe linie na bramki zostały rozpisane w taki sposób, jakby na murawę miały za chwilę wybiec galowe, najbardziej naładowane testosteronem jedenastki. Zignorowano kompletnie to, że oglądanie tego spotkania przypominać będzie schnięcie farby. Motywacja z pewnością jest, ale tępym mieczem rzadko rani się rywala.
Można było oczywiście pomyśleć o dodatnim handicapie w stronę Jordanii, chociażby po to, by uderzyć w mocno przeszacowaną reputację Algierii. Jednak zakłady na brak goli są opcją znacznie rozsądniejszą w takich okolicznościach. Odpada nam nerwówka o jakiegoś przypadkowego "swojaka" w końcowych minutach.
Spodziewamy się tu przeraźliwie ślamazarnego szukania dziury w głęboko i solidnie ustawionej defensywie. Przepchnięte kolanem wyniki rzędu 1:0 w dowolną ze stron pasują do tego krajobrazu wprost idealnie. Inwestowanie w strzelecką formę dwóch pogubionych bez gwiazd ataków to czyste wyrzucanie pieniędzy.














