Czechy — RPA: afrykański środek pola nie istnieje w oczach rynków.
Mamy przed sobą klasyczny mecz o turniejowe życie, w którym punktów potrzebują absolutnie wszyscy. Czechy i RPA zaczęły mistrzostwa od porażek, więc margines błędu skurczył się do zera. Analitycy bukmacherscy wystawili jednak kursy, które zupełnie nie oddają boiskowych realiów.
Wyceniając zwycięstwo naszych południowych sąsiadów tak wysoko, rynki faworyzują naiwną wiarę w magiczne przebudzenie afrykańskiej drużyny. Problem w tym, że w obozie RPA zamiast taktycznego renesansu mamy raczej smutny festiwal absencji. To bukmacherski błąd, z którego wręcz szkoda nie skorzystać.
Kartkowy kabaret i taktyczny ból głowy
W starciu z Meksykiem piłkarze z Afryki ułożyli sobie najgorszy z możliwych scenariuszy na ten turniej. Utrata dwóch centralnych postaci, czyli twardego Sphephelo Sithole i kreatywnego Themby Zwane z powodu czerwonych kartek, wygląda jak czysty sabotaż. Środek pola zespołu nagle przestał w ogóle istnieć.
Trener Hugo Broos i tak już niemiłosiernie męczył się ze swoim koszmarnym eksperymentem z ustawieniem z piątką zapór z tyłu. Teraz, w meczu o wszystko, jest zmuszony rozpaczliwie lepić strefę centralną z zupełnie rezerwowych graczy. Skoro afrykańska maszyna zacinała się w najlepszym składzie, to w łatanej wersji najpewniej całkowicie zgaśnie.
Żelazna prostota zawsze w cenie
Reprezentacja Czech raczej nie jest ekipą, dla której masowo włącza się telewizory w poszukiwaniu porywającej finezji. Miroslav Koubek preferuje na boisku futbol do bólu prosty, oparty na długich rzutach z autu i stałych fragmentach. Ta bezpośrednia taktyka bywa trudna do oglądania, ale jest też piekielnie skuteczna.
Atakujący formatu Patrika Schicka zdominują przerażonych afrykańskich obrońców wręcz swoją brutalną, fizyczną siłą. Defensywa RPA pękała w szwach nawet przy bardzo usypiającym tempie gry narzuconym przez Meksykanów w pierwszej serii. Zderzenie z lecącymi na aferę w pole karne piłkami zapewne zakończy się dla nich tragicznie.
Ofensywa zespołu Bafana Bafana na dodatek obiektywnie nie będzie miała z czego żyć w tym decydującym spotkaniu. Osamotnieni z przodu snajperzy mogą liczyć wyłącznie na rozpaczliwe wybijanie piłek przez nękaną czeską siłą obronę. Europejczykom wystarczy wygrać pojedynek w powietrzu, solidnie zebrać drugą piłkę i dobić bezradnego rywala.
Zwycięstwo bez sztucznych fajerwerków
Kusząco wyglądają rynki z ujemnym handicapem na faworyta, jednak ostrzegam tu przed niepotrzebnym, nadmiernym optymizmem. Pragmatyzm czeskiej kadry polega na tym, że po strzeleniu pierwszego gola szybko wyrzucają z głów wizje ofensywnych pogromów. Wtedy stawiają szczelne zasieki obronne i uważnie pilnują minimalnej przewagi.
Zamknięty dach amerykańskiego stadionu sprawia, że sztab z Afryki nie zrzuci swoich taktycznych problemów na upał czy straszną wilgotność. Czesi wyjdą na murawę, wepchną futbolówkę do bramki najpewniej z rzutu rożnego i po prostu zabiorą tak bardzo cenne punkty. Rynki bukmacherskie stanowczo zbyt naiwnie wierzą, że zobaczymy tu jakikolwiek zacięty bój.








