Czechy — RPA: mecz o przetrwanie, w którym bramki będą towarem deficytowym
Atlanta, dach zamknięty dla ochrony murawy i piłkarzy przed wilgocią, dwie reprezentacje z zerem punktów na koncie. To nie jest mecz, w którym ktoś będzie się popisywał — to mecz, w którym przegrany niemal żegna się z marzeniami o awansie.
Czechy poległy 1:2 z Koreą Południową, RPA przegrało 0:2 z Meksykiem. Selekcjoner Koubek przyznał, że obie ekipy są w tej samej sytuacji, ale „sześć punktów wciąż jest w grze”. Przekład: gra na przetrwanie, w której strach przed błędem jest większy niż chęć fajerwerków.
Dwie drużyny, jedna i ta sama dolegliwość
Wspólny mianownik obu reprezentacji jest aż nazbyt czytelny — chroniczny brak wykończenia akcji. RPA w ostatnich sparingach nie potrafiło rozmrozić nawet najbardziej zachowawczych bloków: bezbramkowe 0:0 z Nikaraguą z niewykorzystanym karnym, jałowe fragmenty przeciw Panamie.
Czesi to z kolei drużyna, która bramki zdobywa głównie ze stałych fragmentów i z przeciągłego nacisku, a nie z błyskotliwej, szybkiej kombinacji. Schick jako punkt odniesienia, Krejčí i Souček w powietrzu, dośrodkowania Coufala i słynne długie wrzuty z autu — oto czeskie repertuarium.
Osłabiona kreacja Bafany pcha ich do bunkra
RPA wchodzi w to spotkanie z poważnym uszczerbkiem: po dwóch czerwonych kartkach z Meksykiem pauzują Sithole i Zwane. To uderza jednocześnie w środek pola i w kreację — wybity zostaje potencjalny dziesiątka i defensywny opornik.
Tym samym Broos, choć media domagają się powrotu do skrzydłowych i uwolnienia Mofokenga, w roli odrabiającego strat raczej usiądzie głębiej. A drużyna, która i tak nie strzelała, w jeszcze ostrożniejszym ustawieniu nie zamieni się nagle w maszynę ofensywną.
Czechy też nie są od tego, by zafundować szybki pogrom — co potwierdza zresztą wysoki kurs na ich handicap. Obrona Koubeka potrafi się zaciąć, ale na seryjne rozbijanie rywala ta ekipa po prostu nie jest skrojona.
Dlaczego nie postawić na czeskie zwycięstwo
Kusi wariant z gospodarzami: brak Sithole i Zwane to realny czynnik, Czesi są strukturalnie poukładani i groźniejsi przy stałych fragmentach. Problem w tym, że rynek już to wszystko wkalkulował, a czeska defensywa sama bywa skłonna do prezentów.
Stąd właśnie cały ciężar przesuwa się tam, gdzie linia bukmachera niedoszacowała charakteru meczu. Cena obopólnego strachu przed pomyłką jest wyższa niż prawdopodobieństwo strzelaniny — a to argument, którego trudno nie docenić.








