Francja — Irak: Księgowość Deschampsa znów uśpi wyobraźnię bukmacherów.
Rynek zakładów oszalał na punkcie wysokich linii bramkowych, śliniąc się na myśl o pogromie. Trudno im się dziwić, skoro w pierwszej kolejce Irakijczycy zebrali solidne lanie od Norwegii. Sęk w tym, że ślepe ładowanie pieniędzy w grad goli to w tym przypadku wyraz niezwykłej naiwności.
Zabawne jest to, jak łatwo rzesza graczy zapomina o naturze francuskiego selekcjonera. Didier Deschamps nie jest romantykiem futbolu, który każe swoim piłkarzom biegać na łeb na szyję przez dziewięćdziesiąt minut. Dla niego faza grupowa wielkiego turnieju to jak audyt podatkowy – ma być metodycznie i bez ryzyka.
Koniec samobójczych misji
Bukmacherzy naiwnie zakładają, że Irak po raz kolejny wyjdzie na murawę z radosnym, samobójczym pressingiem. Taktyka, która została brutalnie zweryfikowana przez Skandynawów, tym razem zostanie jednak schowana głęboko do szafy. Sztab szkoleniowy z Azji ewidentnie pociągnął za hamulec ręczny.
Dość już otwartej gry i serdecznego zapraszania rywali pod własną bramkę. Irak porzuca drugiego napastnika na rzecz zagęszczenia linii pomocy i przejścia w wariant przypominający głęboki bunkier. Dodatkowy człowiek w centrum ma sprawić, że przestrzenie między formacjami zostaną szczelnie zabetonowane.
Francuska kontrola kosztów
Z drugiej strony barykady mamy faworytów, którzy do spotkania podchodzą z kalkulatorem w ręku. Wygrana w poprzedniej kolejce dała im komfort, więc teraz nadszedł czas na biurokratyczne zarządzanie energią. Sztab daje odpocząć między innymi narzekającemu na zdrowie Aurélienowi Tchouaméniemu.
Brak podstawowego filaru w środku pola nieco uspokoi tempo, a zmiany na bokach obrony tylko ten zachowawczy efekt spotęgują. Lucas Digne, wskakujący na lewą obronę, to obietnica rzetelnej defensywy, a nie sprintów pod linię końcową. Nikt po stronie faworyta nie rzuci się dzisiaj do szaleńczych ataków.
Burze nad Filadelfią
Nie możemy też całkowicie ignorować kaprysów natury, które lubią ingerować w amerykańską geografię. Nad miejscem rozgrywania tego meczu od dłuższego czasu wiszą ostrzeżenia przed gwałtownymi burzami. Trudno o porywające, wirtuozerskie widowisko, gdy sędzia zerka w niebo po kolejnych grzmotach.
Ewentualnie ciężkie warunki atmosferyczne będą tylko kolejnym argumentem dla faworyta. Zlewa na murawie potrafi całkowicie wybić z rytmu i uśpić poczynania na połowie boiska. Jeśli tylko pojawią się opóźnienia lub ciężka płyta boiska, Francja chętnie obniży bieg na jeszcze niższy.
Podsumowując ten absurdalnie wyceniony rynek: tłum ślepo pompuje balonik, oczekując piłkarskiego armagedonu od pierwszej minuty. Prawda jest jednak taka, że zmierzy się ze sobą zabetonowany słabeusz z najnudniejszym wirtuozem świata. Każdy scenariusz poza metodyczną przewagą i kontrolowanym spowolnieniem będzie tu anomalią.













