Bukmacherzy ignorują fakty, podczas gdy argentyński walec rusza na rozbitą obronę.
Wystawianie na papierze solidnych mistrzów po podobnym kursie wygląda jak żart, którego puenta gdzieś nam umknęła. Bukmacherzy najwyraźniej żyją w równoległej rzeczywistości, w której Austria to w pełni stabilna drużyna z topu. Rozumiemy szacunek do formy trenera, ale wszystko ma swoje granice.
Przecież mowa o zespole, który przed chwilą musiał wylewać siódme poty, by ostatecznie przepchnąć pełen błędów mecz z twardo grającą Jordanią. Wierzenie w to, że w kilka dni nagle naprawią swoje usterki i rzucą wyzwanie ułożonej maszynie, brzmi racjonalnie chyba tylko na potężnym odcięciu tlenowym.
Analitycy po drugiej stronie monitora zdają się kompletnie ignorować fakt, z jak potężnym zderzeniem stylów będziemy tu mieć do czynienia. Plan taktyczny Austrii zawsze opiera się na zakłócaniu rytmu i agresywnym pressingu. Problem w tym, że brakuje im do tego podstawowych, kluczowych narzędzi.
Szpital zamiast skutecznego pressingu
Nie da się zagrać dobrze takiego meczu, gdy twój lider pierwszej linii doskoku wyleciał z turnieju z kontuzją mięśniową. Bez Christopha Baumgartnera austriacka koncepcja sypie się niczym tani zamek z piasku podczas mocniejszego przypływu. Znalezienie godnego zastępstwa graniczy z czystym cudem.
Do tego dochodzą równie potężne problemy zdrowotne w bloku obronnym tuż przed własnym polem karnym. David Alaba zmaga się z kłopotami ze zdrowiem, a Stefan Posch zapewne założy maskę z powodu uszkodzonej szczęki. Wychodzenie na mistrzów z taką defensywą to wręcz niewyobrażalne piłkarskie samobójstwo.
Magicy piłkarskich ucieczek w środku pola
Zestawmy te ogromne austriackie wyrwy z najmocniejszą bronią, jaką wystawi dziś na murawę argentyńska ławka trenerska. Środek pola obsadzony wybitnymi nazwiskami to formacja całkowicie odporna na każdy doskok. Piekielnie silna pomoc zjada próbujących pressingu rywali jako drobną, poranną przekąskę.
To niesamowicie pragmatyczna maszynka, w której każda pomyłka przeciwnika jest momentalnie obnażana. Z każdym nieudanym austriackim wyskokiem mnóstwo otwartej przestrzeni błyskawicznie zyska Lionel Messi. Rozjuszony lider ze spokojem urządzi sobie bolesny trening na wolnych połaciach zielonej murawy.
Teksaski piekarnik chłodzi chciwe zapędy
Dlaczego więc decyduję się porzucić szukanie marginesów przewagi i ujemnych rynków w stronę mistrzowskiego pogromu? Argentyńczycy zjawiskowo wręcz cenią sobie chłodną kalkulację. Nikomu nie zależy na udowadnianiu całemu światu demolicji osłabionego fizycznie rywala na tym konkretnym etapie morderczego turnieju.
Mecz odbywa się w upalnym Teksasie i panujący tam specyficzny klimat w żaden sposób nie uchroni zawodników przed potężnym zmęczeniem. Argentyńska kadra po zdobyciu skromnego prowadzenia zacznie rozgrywać piłkę w bezczelnie powolnym tempie, a brutalne punktowanie bezbronnych tyłów Austrii w zupełności jej dziś wystarczy.













