Brazylia — Haiti: rynek ślepo wierzy w pogrom, a rzeczywistość każe myśleć o kontroli
Brazylia po remisie z Marokiem musi odbudować wizerunek, ale niekoniecznie przez zalewanie rywala pięcioma, sześcioma golami. Ancelotti jasno zapowiedział korekty w równowadze, a nie rewolucję kadrową.
Haiti przyjechało do Filadelfii z planem, który sprawdził się już przeciw Szkocji: wąski, zwarty blok i szybkie wyjścia na skrzydła. Migné nie zamierza oddawać pola bez walki, a to oznacza, że przestrzeń będzie pojawiać się dopiero po 30-40 minutach.
Skład Brazylii nie jest przypadkowy
Rotacja, o której mówiły brazylijskie media, to nie osłabienie, lecz precyzyjny wybór. Danilo i Fabinho mają dać stabilizację w środku i na bokach, a Luiz Henrique z Viniciusem mają rozciągać boczne sektory. To ustawienie jest stworzone do systematycznego łamania niskiego bloku, nie do szalonego pressingowania.
Endrick zostaje na ławce, bo trener nie chce ryzykować chaosu. Zamiast tego dostajemy czwórkę ofensywną, która potrafi wymieniać pozycje i zmuszać obrońców Haiti do ciągłych zmian krycia.
Haiti nie jest workiem treningowym
Reprezentacja karaibska przegrała ze Szkocją jednym golem, ale nie wyglądała na drużynę, którą można rozbić w 20 minut. Ich defensywa 5-4-1 oddaje środek, chroni jednak pola karne i liczy na błędy rywala w pośpiechu. Brazylia w ostatnim czasie takie błędy popełniała.
Jeśli Canarinhos zaczną za wcześnie nacierać wszystkimi liniami, Haiti będzie miało kontrę. Ancelotti wie o tym i dlatego stawia na podwójny pivot oraz szerokość, a nie na szaleńcze wrzutki w pole karne.
Rynek widzi tylko nazwisko Brazylii i zakłada, że handicap -2,5 to formalność. Tymczasem realny scenariusz to raczej 3-0 lub 4-0 po ciężkiej, metodycznej pracy niż 6-0 po pierwszej połowie.














