Bukmacherzy ziewają, gdy Senegal i Irak ruszają na piłkarską rzeźnię o przetrwanie.
Zabawne jest to, jak algorytmy bukmacherskie potrafią czasami zamknąć oczy na fundamentalne prawa turniejowej fizyki i desperacji. Wyobraźcie sobie sytuację, w której dwie drużyny toną i każda z nich brutalnie potrzebuje motorówki, aby dotrzeć do upragnionego brzegu.
Tymczasem rynek uparcie wycenia, że obie strony zadowolą się rzuceniem sobie małego, powoli przeciekającego koła ratunkowego. Skromne zwycięstwo jednym zrywem nikomu tutaj absolutnie nic nie daje w rachunku tabeli. Brak awansu, brak chwały i brak uciszenia zasłużonej krytyki w ojczyźnie.
Matematyka futbolowej desperacji
Bilans Senegalu wygląda jak efekt bliskiego spotkania z pociągiem towarowym. Ekipa z Afryki nie może po prostu wygrać, oni muszą rozbić rywala w pył. W strefie awansu z trzecich miejsc liczy się bowiem każda zdobyta bramka.
Menedżer zapowiada ofensywną rewolucję, bo inaczej ich wielki turniej skończy się blamażem aktualnych mistrzów kontynentu. Sęk w tym, że potężny atak Senegalu nieustannie zderza się z rozkoszną postawą ich własnych kolegów na tyłach. Sześć straconych goli w zaledwie dwóch meczach mówi samo za siebie.
Co gorsza, z bramki wypadł kontuzjowany golkiper pierwszego wyboru, co bezpowrotnie grzebie resztki defensywnego spokoju. Między słupki wchodzi nierozgrzany rezerwowy Mory Diaw. Przed nim operuje obrona, która gubi krycie szybciej, niż turyści gubią orientację na lokalnym bazarze.
Taktyka oparta na panice
Z drugiej strony barykady mamy reprezentację Iraku, która w dwóch spotkaniach przyjęła solidne siedem łomotów. Selekcjoner tej ekipy z uśmiechem przyznaje, że jego zespół nie traci nadziei i po prostu rzuci się w wir ataku. Takie hasła w praktyce oznaczają urocze zapomnienie o asekuracji tyłów.
Nawet przy problemach kadrowych, Irakijczycy wciąż mogą wyprowadzić jeden szalony, skuteczny cios wprost z kontrataku. Wyobraźmy sobie panikę, gdy głupi rykoszet znajdzie drogę do afrykańskiej siatki. Senegal musiałby w takiej sytuacji strzelić cztery bramki, by w ogóle powrócić do żywych.
Granie absurdalnego handicapu na faworyta przypomina w tej sytuacji wejście z zawiązanymi oczami na bardzo ruchliwą ulicę. Wiara w uratowanie czystego konta przez tak rozkojarzoną obronę to gwarantowana nerwica przed telewizorem. Rozstrzygnięcie tej usterki bukmacherskiej widnieje w kompletnie innym miejscu.
Obie szatnie wyjdą z mentalnością rzucenia wszystkiego na jedną kartę, co wykreuje szeroką autostradę na środku murawy. Czeka nas wesołe starcie całkowicie pozbawione trzymania gardy, stworzone pod bramkową wymianę. Rynek tego kompletnie nie dostrzega, a my chętnie rozliczymy to wspaniałe niedopatrzenie.














