Hiszpania — Arabia Saudyjska: mityczny duch tysiąca podań powraca na boisko
Spoglądając na linie wystawione przez internetowych bukmacherów, można odnieść wrażenie, że panowie układający kursy lekko pomylili dyscypliny sportu. Oczekiwanie, że w tym starciu padną aż cztery gole, to iście uroczy przejaw naiwności. Rynek zakłada, że Hiszpania zrzuci maskę obojętności i zmiecie swojego poniedziałkowego rywala z planszy.
Rzeczywistość z boiska w Atlancie najpewniej okaże się znacznie bardziej prozaiczna i wręcz bolesna dla postronnych widzów. Kto z bliska obserwował potworne męki i bezbramkowy remis w pierwszym meczu turnieju, ten doskonale wie, o czym mowa. Obecna kadra potrafi niemiłosiernie zaciągnąć hamulec ręczny i metodycznie udusić własny potencjał w ataku.
Koszmar tysiąca jałowych zagrań
Trener Luis de la Fuente staje przed tym samym fundamentalnym problemem, który trapi tę konkretną reprezentację od wielu lat. Nadmierne upychanie na placu gry technicznych kreatorów środka pola kończy się zazwyczaj po prostu uroczo. Oglądamy niezwykle dostojne, ale do bólu bezproduktywne klepanie piłki wszerz murawy.
Nad hiszpańską kadrą po raz kolejny złowrogo krąży słynny „duch tysiąca podań”. Drużyna wspaniale dominuje w statystycznych tabelkach, potrafi wymienić ponad setkę absolutnie pięknych zagrań wokół pola karnego, a na sam koniec i tak brakuje jej przyspieszenia. O jakimkolwiek nokautującym, bezpośrednim ciosie można najczęściej pomarzyć.
To wręcz mityczne posiadanie piłki potrafi błyskawicznie uśpić nie tylko przerażonego rywala, ale i własnych kibiców zgromadzonych na trybunach. Skoro brakuje morderczego dynamizmu w bocznych sektorach, cały ten misternie budowany mechanizm przypomina wyjątkowo drogi, lecz wciąż stacjonarny rower treningowy.
Bilet na luksusowy autokar z Rijadu
Po drugiej stronie tej powolnej taktycznej barykady stanie Georgios Donis. Szkoleniowiec, który z całą pewnością nie ma najmniejszego zamiaru iść z naszpikowanym gwiazdami faworytem na otwartą wymianę ciosów. Jego Arabia Saudyjska udowodniła już wcześniej, że nade wszystko potrafi po prostu mądrze przetrwać długotrwałe oblężenie.
Saudyjczycy przyjechali na ten mecz ze sprytnym i jakże stanowczym zamiarem zaparkowania przed własnym polem karnym solidnego autobusu klasy turystycznej. Ich selekcjoner dokładnie wyciągnął wnioski i świadomie postawił na zagęszczenie zasieków wokół bramkarza Al-Owaisa. Centralne korytarze boiska ryglowane są w pierwszych sekundach każdego ataku rywali.
Fizyczna walka na dwudziestym metrze i zmuszanie przeciwnika do centrowania to jedyny logiczny sposób na trwanie w tym turnieju. Co więcej, nominalni goście nie muszą rzucać się do desperackich kontr i ponosić zbędnego ryzyka. Swój kluczowy bój o wyjście z grupy stoczą dopiero w finałowej kolejce, więc tutaj urządza ich obrona remisu.
Dlaczego minimalizm brutalnie deklasuje handicap
Gdzie w tym wszystkim całkowicie myli się bukmacherski algorytm? Zaoferowane rynki uparcie ignorują fakt, że ten mecz zapowiada się na skrajnie wąskie, niezwykle powolne starcie. Ekstremalnie wysoka linia na over została sztucznie napompowana wyłącznie przez samą magię topowej marki na koszulkach z Europy.
Przy tak ślamazarnym budowaniu akcji przez faworytów, kuszącą pułapką wydawał się dodatni handicap w stronę zasieków saudyjskiej machiny obronnej. Pojawia się tu jednak olbrzymi kłopot logiczny dotyczący wydolności słabszych zespołów. Heroiczna i głęboka obrona przez półtorej godziny kosztuje tyłystów niewyobrażalne ilości zgromadzonego tlenu.
To potężne zmęczenie materiału ukryte po przerwie może pechowo zaowocować spadkiem koncentracji i późnymi bramkami dla Hiszpanów. Rozpaczliwa kapitulacja usidlonej obrony to szybkie podbicie wyniku w okolice dającego im komfort 3:0. Taki obrót spraw od razu torpeduje marzenia o handicapie. Sęk w tym, że uderzając w globalny zakład bramkowy, niszczycielskie trzy gole wciąż ratują nasz bezpieczny kupon, czyniąc tę ucieczkę przed blamażem absolutnie najchłodniejszą inwestycją.














