Holandia — Szwecja: powrót dyrygenta brutalnie zgasi szwedzki zapał.
Świat bukmacherski czasami zachowuje się jak wujek na weselu – wystarczy jedna efektowna akcja, by całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością. Szwecja urządziła sobie strzelaninę z Tunezją, podczas gdy Holandia potknęła się w końcówce meczu z Japonią. Rynek natychmiast spanikował, podbijając kursy na faworytów do wręcz naiwnych rozmiarów.
Zabawy na tunezyjskim placu zabaw
Pięć goli wpakowanych przez podopiecznych Grahama Pottera w pierwszym meczu wygląda wspaniale w tabelkowej rubryce. Szkoda tylko, że afrykańscy defensorzy zapomnieli tego dnia, iż w futbolu wypada czasem poprzeszkadzać rywalom. Alexander Isak i Viktor Gyökeres wyglądali jak lwy, bo dostali hektary wolnej przestrzeni.
Prawdziwy obraz szwedzkiej defensywy widzieliśmy jednak niedawno w starciu towarzyskim. Kiedy zmierzyli się z Norwegią, ich linia obrony była dziurawiona bezlitośnie i z rzadko spotykaną gracją. Skandynawowie to żaden monolit, posiłkują się wyjątkowym atakiem, by ukryć bałagan z tyłu.
Koniec gry w chowanego
Cała bukmacherska ostrożność względem ekipy z Beneluksu na potyczkę, która rozpocznie się 20 czerwca 2026, 19:00 CEST, polegała na jednym detalu. Panował strach, że w środku braknie Frenkiego de Jonga. Składy wylały na te obawy wiadro zimnej wody – generał wraca i gra od początku.
To całkowicie odwraca układ sił, wysyłając szwedzki plan oparty na ucieczkach prosto do kosza. Pomocnik Barcelony to najbardziej odporny na pressing metronom na tej planecie. Jego powrót na murawę gwarantuje Oranje monopol na posiadanie piłki i brutalne odebranie przeciwnikom tlenu.
Bieganie na pustych przebiegach
Bez nerwowych strat w strefie środkowej Szwedzi po prostu nie wykreują swoich ukochanych, długich zagrań do pędzących napastników. Isak z Gyökeresem mogą ustawiać się ramię w ramię, ale bez serwisu zostaną tylko ekskluzywnymi statystami. Z kolei skandynawscy pomocnicy zostaną totalnie uśpieni holenderską kulturą gry.
Z przodu pomarańczowi mają wręcz siłowy plan na rozmontowanie szyków. W podstawowej jedenastce pojawia się potężnie zbudowany Brian Brobbey, którego misją będzie fizyczne zamęczenie trójki stoperów rywala. Właśnie dzięki temu powstaną luki, w które swobodnie wbiegną świetni technicznie Gakpo oraz Malen.
Wielu uwierzyło tu w widowisko i grad goli, naiwnie szukając podbitych linii bramkowych. Zapominają jednak, że nikt nie wstawia do składu De Jonga, żeby bawić się w zwariowaną wymianę ciosów. Jego powrót ma na celu jedynie dojrzałe, wyrachowane i taktyczne zaduszenie zapędów Szwedów.














