Szwajcaria — Bośnia i Hercegowina: mur zamiast festiwalu strzeleckiego.
Analitycy bukmacherscy wyobrażają sobie ten mecz tak, jakby na murawie miało za chwilę dojść do bardzo radosnej wymiany ciosów. Tymczasem stają naprzeciw siebie ekipy, dla których otwarty futbol to obecnie niesamowita abstrakcja. Zakładanie tutaj kanonady jest skrajnie naiwne.
Szwajcaria przystępuje do starcia jako faworyt, lecz zachwyty nad statusem tej drużyny to melodia przeszłości. Ekipa Murata Yakina ma bowiem przedziwną tendencję do zasypiania na stojąco w rywalizacjach. Wzorowe otwarcie błyskawicznie zmienia się u nich w chorobliwą boiskową pasywność.
Idealnie udowodniło to ich katastrofalne w skutkach poprzednie starcie z Katarem. Helweci lekko kontrolowali przebieg wydarzeń, by na własne życzenie zupełnie stracić rezon tuż po objęciu pewnego prowadzenia. Niżej notowani rywale to wykorzystali, ogołacając ich z cennych punktów.
Bośniackie zasieki i powrót weterana
Z drugiej strony barykady Bośnia i Hercegowina na pewno dziś nie wyjdzie, by wymieniać dziesiątki lśniących podań. Plan nakreślony przez sztab szkoleniowy zapowiada się absolutnie cynicznie i do bólu pragmatycznie. Zaprezentują zwarty blok obronny w archaicznych liniach 4-4-2.
Bośniacy z nieludzką wręcz satysfakcją po prostu oddadzą rywalowi cały środek pola. Zamiast widowiskowo czarować przy piłce, skupią się na wybijaniu trywialnych dośrodkowań w stronę wyższych trybun stadionu. Zeszła kolejka pokazała doskonale twardą wartość ich betonowania bramki.
Jakby tego było mało, do pierwszego składu ma powrócić szanowny, acz wiekowy już napastnik Edin Džeko. Jego fizyczna obecność drastycznie podnosi szansę na spokojne przytrzymanie piłki z przodu boiska. Paradoksalnie to jednak kompletnie odziera całą bałkańską drużynę z szybkości biegu.
Szwajcarskie bicie głową w mur
W szwajcarskich mediach słychać rozpaczliwe żądania zawieszenia taktyki na kołku na rzecz zwykłego, chłodnego punktowania oponentów. Brzmi to rewelacyjnie, lecz skrzydłowi reprezentacji raczej nie znajdą w Inglewood darmowych korytarzy. Pędzące ataki szybko zderzą się ze ścianą ciał.
Lider Granit Xhaka znów zapłacze z niemocy, próbując zlokalizować kolegów swobodnie urywających się z podwójnego krycia. Szwajcarski nacisk potknie się o własne nogi niczym w wyjątkowo lepkim, piłkarskim bagnie. Skuteczność Helwetów pozostawia zbyt wiele do życzenia, by wierzyć w fajerwerki.
Dodatkowym absurdem kreowania tu festiwalu goli jest fakt, że Bośniakom remis idealnie pasuje do ostatecznej matematyki grupowej. Cierpliwe uciekanie z czasem do ostatniego gwizdka arbitra to ich złoty przepis na sukces. Skoro obaj rywale unikają błysku goli, pora na tym zyskownie ugrać swoje.








